Co jeść aby nakarmić nie tylko swoje oczy?

Powszechnie i w przenośni mówi się, że „jesteś tym co jesz”. Sporo w tym prawdy, zwłaszcza gdy patrzymy z dystansu na zmiany, które zachodzą w ludzkich ciałach, na otyłość czy choroby cywilizacyjne spowodowane sposobem żywienia, w którym zbyt dużo jest cukrów, białka, niezdrowych tłuszczy, żywności przetworzonej i śmieciowego jedzenia.

Oczy, tak jak i każdy inny element ciała do prawidłowej budowy, odbudowy i funkcji wymagają dostarczania odpowiednich składników odżywczych. Te zaś otrzymujemy najczęściej z tego czym karmimy swoje ciała i co z tego zostanie przyswojone. Niewielka ilość substancji odżywczych, np. witamin wytwarzana jest w organizmie człowieka, a i do tego potrzeba odpowiednich warunków.  Tak więc przyjrzyjmy się temu co dzieje się w jelitach (układzie pokarmowym?) i czego w nich potrzeba, by odżywić (nie tylko) oczy.

Czemu zainteresowałam się odżywianiem, jelitami, trawieniem skoro jestem okulistą? Pisząc książkę „Przejrzyj Na Oczy, czyli jak żyć, by długo cieszyć się świetnym wzrokiem” doszłam do wniosków, że przyglądając się każdej z opisywanych chorób i sposobom na jej uniknięcie ciągle piszę o tym samym. Stale przewijało się zdrowe odżywiane, pokarmy bogate w antyoksydanty, witaminy A, E, C, D, mikroelementy, cynk, kwasy omega 3, luteinę i zeaksantynę. Wielokrotnie, na podstawie badań wspominałam o zgubnym wpływie przetworzonej żywności i nadmiernej ilości cukru na występowanie chorób oczu, a zwłaszcza schorzeń siatkówki (cukrzycowego  obrzęku plamki, zwyrodnienia siatkówki związanego z wiekiem, zaćmy, jaskry). Naturalnie zainteresowałam się więc tym w jaki sposób sami swoim żywieniem możemy zaszkodzić własnemu zdrowiu już na poziomie przewodu pokarmowego i dlaczego.

Przewód pokarmowy odpowiedzialny jest za trawienie pokarmów, przyswajanie składników odżywczych, utrzymywanie bariery między światem zewnętrznym (pokarm), przyjaznymi bakteriami zamieszkującymi jelita, a naszym organizmem. Odpowiada także za usuwanie produktów przemiany materii i toksyn z organizmu. Coraz dobitniej mówi się także o roli układu trawiennego w budowaniu odporności a nawet o tym, że… jelita to drugi mózg. Może więc do tej pory nie docenialiśmy jego roli tak bardzo. Może więc warto zmienić powiedzenie „Przez żołądek do serca” na „Przez żołądek do zdrowia”?

Przyjrzyjmy się więc temu, czy na pewno dbamy o to by prawidłowo się odżywiać, by zapewniać sobie równowagę w pracy jelit i przyswajaniu składników pokarmowych. Sami jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie obserwując dokładnie swoje reakcje po zjedzeniu posiłków, takie jak: przypływ energii lub zmęczenie czy senność, samopoczucie, dolegliwości żołądkowe czy bólowe, ogólny stan zdrowia. Jakkolwiek żyjąc nieuważnie zatraciliśmy zdolność do samoobserwacji to może warto ją odświeżyć i nią się kierować.

Pisząc w skrócie, to co zaburza pracę naszego przewodu pokarmowego to przede wszystkim:

  • wszechobecny cukier,
  • przeładowana tłuszczami, uboga w składniki odżywcze dieta,
  • stres,
  • infekcje,
  • narażenie na toksyny (głównie konserwanty i pestycydy w pokarmach),
  • antybiotyki i niesterydowe leki przeciwzapalne.

Trawienie pokarmów to dla organizmu ogromna praca. Dzieje się tak dlatego, że różne składniki potrzebują różnych ku temu warunków. Pokarm, by jego składowe (białka, tłuszcze, węglowodany) stały się przyswajalne potrzebuje rozdrobnienia, rozłożenia na mniejsze fragmenty, strawienia przy udziale odpowiednich enzymów zawartych w sokach trawiennych. Temu sprzyja fermentacja przy udziale bakterii saprofitycznych zamieszkujących jelita.
Kolejny etap to wchłanianie składników, które są niezbędne oraz rozpoznanie i zneutralizowanie tych, które są szkodliwe, toksyczne i alergizujące. W idealnych, a nawet nie do końca idealnych warunkach cały system funkcjonuje jak należy. Jego działanie może być jednak zaburzone przez udział różnych składników pokarmowych czy procesów wewnątrz jelit. Wtedy zaczynają się problemy i odczuwalne przez pacjenta dolegliwości (gazy, wzdęcia, zaparcia, ból), co w efekcie prowadzi do rozwoju chorób przewlekłych.

To co zakłóca pracę jelit to przede wszystkim dieta bogata w cukry. Cukry są źródłem energii dla komórek , ale ich nadmiar w diecie powoduje nadmierną fermentację pokarmów w jelicie cienkim, namnażanie się nieprawidłowych bakterii, drożdży, a więc zespoły SIBO i SIFO – rozrostu bakteryjnego i grzybiczego. Niestety większość producentów żywności dodaje cukier lub inne jego (choć wcale nie zdrowsze) zamienniki do swoich produktów. Cukier bowiem silnie uzależnia, badania pokazują, że silniej niż kokaina! Sprawia, że w mózgu pobudzane są receptory w ośrodku nagrody i aktywowany układ, który aż woła „więcej, więcej cukru”. Cukry to nie tylko ten dosypywany do napojów, to także makarony, kluseczki, owoce…

Innymi uzależniającymi substancjami są sól i tłuszcz, nośnik smaków. Tak łatwo przy szczególnie smakowicie dobranych połączeniach nie kierować się uczuciem sytości tylko jeść więcej niż trzeba, bo pyszne. Sól co prawda konserwuje, ale w nadmiarze zmienia zawartość elektrolitów we krwi, tłuszcze natomiast w prosty sposób przyczyniają się do nadmiernego gromadzenia kilogramów, obładowania naszego układu naczyń krwionośnych składnikami prowadzącymi do miażdżycy, a w konsekwencji zatorów, udarów, zawału, niedokrwienia.

Nierozładowany przewlekły stres również wpływa na pracę jelit, a to dlatego, że aktywuje reakcję układu współczulnego czyli hormonów (adrenalina, kortyzol), które odpowiedzialne są za przetrwanie w sytuacji stresowej. Działa na zasadzie „walcz albo uciekaj” co sprawia, że krew płynie do tych układów i komórek , które mają w tym pomóc – szybciej bije serce, napinają się mięśnie. Układ trawienny zostaje wtedy pozbawiony właściwego ukrwienia, zwalnia się perystaltyka jelit i trawienie. Jeżeli taka sytuacja trwa chwilę, organizm sobie z nią poradzi po ustąpieniu bodźca stresogennego i wyładowaniu energii powstałej w reakcji na niego. Jeśli jednak stres jest przewlekły lub nierozładowany, zaczyna się problem. Także dla jelit, które pracują wolniej, słabiej, w efekcie powstają zaparcia, wzdęcia, pokarm nie zostaje strawiony, a we krwi nie krąży tyle składników odżywczych ile by mogło.

Konserwanty i środki ochrony roślin to ogólnie ta grupa składników, która uszkadza błony komórkowe m.in. bakterii. To zaś powoduje, że sprzyjające trawieniu bakterie saprofityczne zostają zniszczone, a namnażają się inne, najczęściej te bytujące wcześniej w jelicie grubym i powodują szereg dolegliwości bólowych (brzucha, głowy), wzdęcia, gazy ale przede wszystkim zaburzenia wchłaniania składników pokarmowych i witamin. Tu właśnie leży problem wielu innych chorób zależnych od obecności witamin A, D, E, K i B.  Antybiotyki działają podobnie, ich zadaniem jest wyeliminowanie bakterii. Oczywiście w przypadku infekcji bakteryjnej to ma sens. Wielokrotnie jest jednak tak, że antybiotyki przyjmowane są zbyt często i niepotrzebnie, np. w przypadku przeziębienia, infekcji wirusowej. Odbija się to wtórnie na pracy jelit i wchłanianiu pokarmów.

Glasses and eye chart on white background

Wróćmy do okulistyki i problemów, z jakimi borykają się pacjenci. Przede wszystkim jednak nie zapominajmy, że oko jest częścią całego organizmu, że krąży w nim ta sama krew, w takich samych naczyniach krwionośnych jak w innych narządach. Oko jest jednak jedynym miejscem, w którym te naczynia możemy łatwo i bezkrwawo zobaczyć. Dzieje się tak podczas oglądania dna oka (wziernikowania) i jest częścią każdej rutynowej wizyty u okulisty. Badanie dna oka jest jak zaglądanie przez dziurkę od klucza (przez źrenicę) do środka ciała człowieka. Oceniane są: stan naczyń krwionośnych, ich drożność, sztywność (twardsze naczynia są np. w nadciśnieniu tętniczym), zmiany miażdżycowe, a także powikłania wynikające z nieszczelności naczyń – obrzęki, krwotoczki oraz inne nieprawidłowości, z których najgroźniejszym są nowopowstałe, nieprawidłowe naczynia.

Chorobą , która w  ostatnich latach wysuwa się na pierwsze miejsce pod względem niepowodzenia w leczeniu jest AMD – zwyrodnienie siatkówki związane z wiekiem. Jest to jednocześnie schorzenie, w którym związek z dietą rozumianą jako wieloletnie schematy żywieniowe jest niezaprzeczalny. W AMD w początkowym etapie dochodzi bowiem do gromadzenia się produktów przemiany materii pod siatkówką w postaci tzw. druzów miękkich i twardych. Stoi za tym po pierwsze ich obecność w krwioobiegu, zaburzenia mikrokrążenia w siatkówce spowodowane miażdżycą, uszkodzeniem śródbłonka naczyń krwionośnych i ich nieszczelnością. Dochodzi do tego rozregulowanie mechanizmów samonaprawczych w komórkach jakie naturalnie mamy, a które bywają osłabione w wyniku stresu oksydacyjnego ( w tym promieniowanie UV) i braku naturalnych antyoksydantów (witamin A, E, C, luteiny, zeaksantyny). W efekcie rozwija się choroba, na którą w chwili obecnej nie ma skutecznego, odwracającego ten proces sposobu. Leczenie AMD w jego postaci suchej, to właściwie profilaktyka, która ma sprawić, że przyczyny, które doprowadziły do rozwoju choroby, a wymienione zostały wcześniej, zostają powstrzymane (właściwe krążenie, antyoksydanty, ochrona przed promieniowaniem UV). Leczenie postaci agresywnej, wysiękowej choroby, która manifestuje się masywną nieszczelnością mikronaczyń pod siatkówką (tak zwanej błony neowaskularnej), obrzękiem i nagłym pogorszeniem widzenia to tak naprawdę walka o przywrócenie właściwego krążenia, pozamykanie nieprawidłowych naczyń i ustąpienie obrzęków w siatkówce. Wielokrotnie powtarzana i nie zawsze skuteczna.

Ogromne spustoszenie sieje w narządzie wzroku także cukrzyca.  W przypadku cukrzycy typu II związek z dietą bogatocukrową i bogatotłuszczową jest powszechnie znany. Im więcej spożywamy cukrów, im bardziej jesteśmy otyli, im bardziej uszkadzamy organizm używkami (np. alkoholem),  tym większe jest ryzyko zachorowania na cukrzycę. Poszczególne etapy retinopatii cukrzycowej i jej powikłań są powodem znacznego odsetka ślepoty w świecie. Są też źródłem cierpienia i wielokrotnych procedur terapeutycznych: laseroterapii, zabiegów operacyjnych u pacjentów. Wielu z nich mówi o tym: ehhh, gdybym wiedział wcześniej o tym, że mam jeść inaczej, byłoby inaczej. Wiadomo także, że restrykcyjna dieta cukrzycowa pomaga uniknąć wielu z groźnych powikłań choroby.

Wymieniłam tylko niektóre przykłady wpływu na narząd wzroku tego co jemy, co przyswajamy i co krąży w naszym krwioobiegu w efekcie powodując nie tylko odżywianie komórek, a często wręcz przeciwnie – ich uszkadzanie.
Nie zapominajmy, że dieta sprzyja zdrowiu lub powstawaniu chorób, nie tylko oczu. Nie można patrzeć na poszczególne części ciała wyrywkowo, nie biorąc pod uwagę całego organizmu. Jesteśmy całością, wspólnie działającą i zależną od siebie nawzajem. Dbając o prawidłową funkcję układów, które są w naszym ciele wpływamy na całość.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.